|

Co jeść, aby być lepszym dla siebie i środowiska?
Podczas gdy w latach 1971-2010 ludność na Ziemi zwiększyła się o 81 procent, globalna produkcja mięsa wzrosła trzykrotnie. Promocja produktów mięsnych w mediach jako bardziej wartościowe od produktów roślinnych spowodowała, że dzisiaj na większości talerzach jako danie główne ląduje stek, gulasz czy kurze uda, a omdlała surówka jest spychana na bok, jako miły dodatek dla oka. Przeciętny Amerykanin je 60% więcej produktów mięsnych w porównaniu do mieszkańca Europy!
Coraz większą popularnością cieszą się również produkty mleczne, które w opinii publicznej są najlepszym źródłem białka. Ser biały oraz żółty królują na kanapkach zdecydowanie zbyt często, skutkując globalną walką z osteoporozą.
Environmental Working Group (EWG), amerykańska organizacja pozarządowa, której głównym celem jest dostarczanie rzetelnych informacji na temat zdrowia oraz środowiska, opublikowała niedawno ciekawy raport, „Poradnik dla mięsożerców” ("Meat eaters. Guide to health and climate", Kari Chamerschlag), w którym przedstawia wyniki badań nad szkodliwością spożywania produktów odzwierzęcych dla środowiska naturalnego, nie pod kątem etyki, ale emisji gazów cieplarnianych. Okazuje się, że największą szkodą dla środowiska jest spożywanie produktów pochodzących od przeżuwaczy, zwierząt takich jak krowy i owce, które produkują dużą ilość metanu.
EWG zleciło prześledzenie całego procesu produkcji wybranych odzwierzęcych produktów spożywczych i towarzyszącej im emisji gazów, począwszy od produkcji paszy dla zwierząt, aż po przygotowanie finalnego produktu. Wyniki są zaskakujące.
Na cenzurowanym
Okazuje się, że produkcja jagnięciny emituje najwięcej gazów cieplarnianych. Na każdy kilogram gotowego produktu przypada 39 kg ekwiwalentu dwutlenku węgla. Na drugim miejscu znalazła się wołowina, której produkcja jest o połowę mniej szkodliwa dla środowiska. Na zaskakującym trzecim miejscu znalazł się ser (biały i żółty), ze względu na dużą ilość mleka potrzebną do jego produkcji.
Kłopotliwa dla środowiska jest również produkcja przetworów rybnych. Naukowcy wzięli pod lupę łososia hodowlanego (dane z Kanady, Chile oraz Norwegii), za którego większą emisję dwutlenku węgla odpowiadają również sami konsumenci, którzy wyrzucają więcej resztek z produktu rybnego niż mięsnego.
Zdecydowana większość gazów cieplarnianych jest emitowana nie na etapie przetwarzania ciała zwierzęcia na jagnięcinę czy wołowinę, ale w procesie hodowli zwierząt i produkcji dla nich potrzebnej paszy. Większa produkcja mięsa wymaga szybkiej produkcji paszy, a co za tym idzie, stosowania dużej ilości pestycydów, nawozów, nie wspominając o wodzie czy paliwie do maszyn rolniczych.

(powiększ w nowym oknie)
Produkcja drobiu nie emituje dużo dwutlenku węgla, gdyż ptaki nie emitują metanu, a do produkcji mięsa nie potrzeba tak dużej ilości paszy. Jednak i w tym przypadku trudno mówić o uldze dla środowiska – produkcja drobiu jest zbyt intensywna, potrzebuje więcej wody i energii niż inna, a finalny produkt jest kłopotliwy dla zdrowia z powodu hormonów w mięsie.

W przeciwieństwie do produktów pochodzenia zwierzęcego, których produkcja emituje najwięcej dwutlenku węgla, ze emisję zdecydowanej większości dwutlenku węgla produktów roślinnych odpowiadają finalni konsumenci. Dla przykładu: za 90 procent emisji dwutlenku węgla generowanego przez pomidory odpowiada gotowanie.
Można zmniejszyć swój węglowy ślad m.in. wybierając produkty lokalne. Transport produktów mięsnych odpowiada co prawda tylko za 5 procent emisji, za to transport produktów roślinnych, zanim te trafią do sklepów, pochłania 30 procent łącznej emisji CO2 (pomidory). Sery zza oceanu, które były transportowane drogą powietrzną, mają dodatkowy, 46-procentowy bagaż emisji.
Miłośnicy ekologicznych serów oraz produktów mięsnych niech nie czują się lepsi. Ekologiczna produkcja emituje do atmosfery więcej metanu i podtlenku azotu niż konwencjonalna. Z dwojga złego, jeśli chcemy uczynić krok ku lepszemu, lepiej jednak sięgnąć po ekologiczne produkty odzwierzęce, które generują mniej szkodliwych substancji niż konwencjonalne.
Karolina Wnęk
|